Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 725 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Na rozmowie.

niedziela, 31 lipca 2016 23:33

Tak się złożyło, że nie pałam i nigdy nie pałałem szczególną miłością do mojego obecnego miejsca pracy. Siedzę tam od lat właściwie tylko dlatego, że płacą dobrze, na czas i bez najmniejszych kantów. Mimo to, od czasu do czasu chuj mnie strzela taki, że wysyłam swoje papiery do różnych firm (wybredny jestem bardzo, bo mogę sobie na to pozwolić) i chadzam na rozmowy kwalifikacyjne. Wyłania się z nich przedziwny obraz polskiego pracodawcy…

 

Po pierwsze, z uporem maniaka nie chcą przyjąć do wiadomości, że tak samo jak ja mogę nie spodobać się im, tak samo oni mogą nie spodobać się mnie. Przykładem niech będzie jegomość, który nie tylko nie za bardzo wiedział o, co chce mnie zapytać na takiej rozmowie (kilka razy pytał o to samo), ale też sprawiał wrażenie, jakby trochę się mnie bał. Do tego cały czas bawił się telefonem. To wszystko może jeszcze byłbym w stanie mu wybaczyć, gdyby nie jego sposób bycia i mówienia, który od razu skojarzył mi się z szefem, który najpierw mówi „zrób tak, żeby było dobrze” (nie udzielając dalszych wskazówek), a potem kręci nosem, że jest źle nie za bardzo chcąc powiedzieć co mu się nie podoba (kto miał takiego szefa, wie jak bardzo jest frustrująca współpraca z takowym). Ostatnią rzeczą jaką mnie ostatecznie wkurzył było niezadowolenie jakie okazywał, starając się za wszelką cenę wykazać mi, że nie pasuję do profilu jego firmy. Gdy jakiś czas później zadzwonił chcąc ponownie umówić się na rozmowę odmówiłem. W końcu robotę chcę zmienić dlatego, że mnie obecna wkurza i nie zamierzam sobie zmienić jej na taką, która w pół roku przyprawi mnie o wrzody.

 

Druga rzecz – nie pisanie w ogłoszeniu dokładnie o co im chodzi. Byłem też na rozmowie, gdzie dla odmiany wszystko szło gładko – dogadywałem się z rekruterem i choć nie był specjalnie techniczny wiedział o co pytać i jakich odpowiedzi oczekiwać, kiedy już wszystko było fajnie okazało się, że to robota typu inżynier do wynajęcia – miałbym jeździć po całym województwie siedząc w firmach klientów, pół roku tu, rok tam itd. Wszystko fajnie, ale ja mam małe dzieci i czasem muszę odebrać je z przedszkola, lub do niego zawieźć. Mieszkam na jednym końcu województwa, ale na drugim też jest sporo zakładów przemysłowych – jakby mi przyszło jeździć po godzince – dwie w jedną stronę to ja dziękuję (zresztą przerabiałem to kiedyś – nie polecam o ile ktoś ma wybór). Dla mnie i dla wielu osób była to pewnie dość ważna informacja, którą niepotrzebnie zatajono w ogłoszeniu.

 

Przypadek trzeci – proponowanie śmieciówek. Stosunkowo niedawny mój przypadek – wszystko pięknie szło na rozmowie, rekruterem był kierownik działu, więc dokładnie wiedział kogo szuka. Konkretny człowiek, jasno i precyzyjnie się wyrażał, robota i zakład dość ciekawy. Dogadujemy warunki i czekam na telefon. Następnego dnia dowiaduję się, że proponują mi umowę na dwa lata – sorki, ale dla mnie jest  to zwykła śmieciówka, bo za dwa lata koniunktura będzie słaba, a wtedy wywalają – bądź nie przedłużają umowy dwóm rodzajom osób – najsłabszym i najdroższym (a ja chcę być w tej drugiej kategorii). Dlaczego każdy polski pracodawca ma taki ból dupy przed daniem umowy na czas nieokreślony? Pracowałem w czterech polskich firmach i tam zawsze (niezależnie od wielkości firmy) chcą dawać te cholerne śmieciówki i płacić 10-tego każdego miesiąca (zagraniczne korporacje z kolei chętnie dają umowy na stałe i płacą 28-mego, czyli bywa nawet, że 3 dni z góry). W czasach kryzysu, gdybym nie miał pracy wziąłbym taką umowę i nie marudził, ale teraz podobno brakuje specjalistów i roboty wszędzie jest po uszy. No ale jak się nie chce tym specjalistom pokazać, że się chce ich traktować jak partnerów tylko jak wyrobników to sorka.

 

Generalnie zderzając ze sobą polskich i zagranicznych pracodawców mam wrażenie, że dla Polaka pracownik to w zasadzie taki trochę konieczny ból dupy. Taka maszyna, którą można doić bez umiaru i traktować jak bydło, które umie nieco więcej niż tylko muczeć. W firmach zagranicznych (o ile nie są pod 100% polskim zarządem) traktują człowieka o wiele bardziej po partnersku (choć mam wrażenie, że nie dotyczy to pracowników produkcyjnych). I tak jestem w luksusowej sytuacji, bo dużo jest ofert z mojej branży (choć gdy zaczynałem studia bałem się, że zasilę szeregi bezrobotnych) i w zasadzie mam w czym wybierać.

 

P.S. Fajne lato jest w tym roku (pisane bez sarkazmu i ironii).

 

oceń
0
0

Więcej na ten temat


środa, 20 września 2017

Licznik odwiedzin:  0  

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

To tutaj właśnie opisuję swoje frustracje i przemyślenia. Do tego usuwam komentarze z linkami do stron komercyjnych niezależnie od treści zarówno stron jak i komentarzy. Usuwam też komentarz...

więcej...

To tutaj właśnie opisuję swoje frustracje i przemyślenia. Do tego usuwam komentarze z linkami do stron komercyjnych niezależnie od treści zarówno stron jak i komentarzy. Usuwam też komentarze bez sensu i te w językach obcych (mieszkam w Polsce, mówię po polsku, proszę mnie więc obrażać w moim ojczystym języku z zachowaniem zasad gramatyki i ortografii, jak również przy minimalnym zastosowaniu zapożyczeń z języków obcych).

schowaj...

O mnie

Zwykle krytycznie patrzę na świat i otaczających mnie ludzi, starając się, aby i mnie to krytyczne spojrzenie nie ominęło (w końcu mam lustro).

Statystyki

Wpisy
  • liczba: 185
  • komentarze: 447
Bloog istnieje od: 4279 dni

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Kobieta